Stworzyć motocykl, który stałby się obiektem pożądania każdego miłośnika dwóch kółek, to marzenie producentów jednośladów. Taki sam cel musi przyświecać także wszystkim stylistom, bo inaczej nie mieliby czego szukać w tej branży. O czym myśleli inżynierowie pracujący nad B-Kingiem?
Na pewno o czymś oryginalnym i zaawansowanym technologicznie. Najciekawsze jest to, że B-King stał się chyba jednym z pierwszych motocykli, które w niewielkim stopniu różnią się od pierwowzoru. To nowy rozdział w historii tworzenia jednośladów. Zapoczątkowały go samochody. Pierwszy był Seat Altea i Leon, a później Honda Civic, czyli auta, które zachowały formę swoich pierwowzorów. Dlatego teraz, gdy styliści tworzą motocykl, od razu myślą o tym, żeby ich projekt, zanim trafi na taśmę, nie przechodził już zbyt wielu zmian. Aby nabywcy zachęceni wyglądem konceptu, dostali pojazd niemal identyczny. Podczas tworzenia B-Kinga najwyraźniej trzymano się tej zasady.
ULICZNE MONSTRUM
Konstruktorzy stworzyli prawdziwe uliczne monstrum, które trafiło w gusta miłośników muscle-bików oraz wysokich kierowców. Tych, którzy dosiadając większości naked''ów czuli się, jakby zamiast rasowego ogiera dosiedli chybotliwego kucyka. B-King jest big i tyle. Niepowtarzalnego wyglądu dodają mu odrobinę węższe od kierownicy osłony na zbiorniku paliwa, w które wkomponowano kierunkowskazy oraz wloty powietrza. Natomiast obudowa reflektora przypomina nieco oderwaną głowę robota Asimo wykonanego przez Hondę. Pośród monstrualnych kształtów niknie nieco poskromiona czterocylindrowa jednostka napędowa o pojemności 1,3 litra przeszczepiona z Hayabusy. Wrażenie robi także tylna część motocykla, gdzie olbrzymie tłumiki wyzierają spod siedziska, a opona Dunlop Qualifier ma szerokość 20 centymetrów. Te elementy zachęcają do dynamicznej jazdy. Kiedy siadamy za sterami B-Kinga, czujemy się jak dziecko, które właśnie otrzymało od rodziców wymarzoną zabawkę. Oczarowuje wygląd konsoli i zestaw wskaźników. Obok tarczy obrotomierza wkomponowano ciekłokrystaliczny wyświetlacz prędkościomierza. Tuż pod nim jest również wskaźnik numeru włączonego biegu. Z lewej strony zamontowano wszelkie kontrolki m.in. poziomu oleju czy ciśnienia.
SILNIK ZAGRA, JAK ZECHCESZ
Po przekręceniu kluczyka w stacyjce umieszczonej na konsoli zbiornika i zapuszczeniu startera B-King mówi nam dzień dobry poprzez zawachlowanie wskazówką obrotomierza. Waga suchego pojazdu to aż 235 kg, a z pełnym zbiornikiem paliwa i wszelkimi płynami to już około 260 kg. Dodając wagę kierowcy, wychodzi około 350 kg. Masę czuć, gdy tylko schowamy stopkę, ale jednocześnie zauważalne jest perfekcyjne wyważenie pojazdu. Silnik z Hayabusy przeszedł w tym motocyklu drobne zabiegi poskramiające. To m.in. zastosowanie innych tłoków, a także inny układ wydechowy. No i obniżono moc ze 197 KM do 184 KM, czyniąc z B-Kinga mistrza wśród naked-bików. Najciekawsze jest to, że kierowca ma możliwość wyboru charakterystyki pracy silnika dzięki systemowi S-DMS. Dzięki przyciskowi na zbiorniku oznaczonemu literą A i B wybieramy pomiędzy pełną mocą silnika, a 70-procentowymi możliwościami, pozwalającymi bezpieczniej poruszać się np. podczas opadów deszczu. Suzuki wiedziało, jak zrobić psikusa konkurencji, dlatego B-King oferowany jest w bardzo atrakcyjnej cenie 55 tys. zł.