Motocykle mają to do siebie, że pozostawiają w duszy zapalonego motocyklisty jakiś ślad. Nie ważne, czy jest to starszy, czy młodszy model. Z każdego z nich emanuje bliżej nie określona energia, która powoduje, że się uzależniamy od nich. Co ma zrobić jeździec, gdy zachoruje na chęć posiadania Gold Winga?
Najprawdopodobniej przez całe lata będzie odkładać każdy grosz, żeby w końcu go kupić, bo nie ma bardziej kultowego motocykla turystycznego aniżeli Gold Wing, który dość często określany jest mianem półsamochodu. To obiekt pożądania wielu motocyklistów. Zwłaszcza tych, którzy rokrocznie pokonują tysiące kilometrów. Co takiego ma w sobie ekskluzywny produkt Hondy? Ano, ma to coś. Jest kwintesencją wysublimowanego gustu i jednocześnie synonimem luksusu, na który nie każdy może sobie pozwolić. Aczkolwiek od niedawna importer stosuje inną politykę cenową, która de facto ma przeciwdziałać prywatnemu importowi. Istna rewolucja cenowa sprawiła, że GW znalazł się w zasięgu większej grupy odbiorców. Jeszcze rok temu za kultowego turystyka Hondy trzeba było zapłacić ponad 100 tys. złotych, natomiast teraz wystarczy dysponować niespełna 80 tysiącami złotych. A dopłacając 5 tys. zł otrzymamy już model wyposażony w nawigację i … poduszkę powietrzną. To nie pomyłka. Gold Wing jest pierwszym motocyklem z airbagiem.
Jak to możliwe? Otóż, inżynierowie Hondy długo pracowali nad polepszaniem bezpieczeństwa motocyklisty. Zadanie było trudne, ale dopięto swego. Największym problemem dla specjalistów podczas konstruowania systemu były czujniki rozpoznające, kiedy motocykl ma do czynienia z kolizją i w którym momencie ma wystrzelić poduszka. Wykombinowano to tak, że podczas zderzenia czołowego, cztery czujniki wmontowane na przednim widelcu wysyłają sygnał do komputera. Następuje błyskawiczna analiza sytuacji, a następnie system wydaje sygnał przy pomocy impulsu, czy poduszka ma zostać odpalona, czy też nie. Gdy komenda jest na tak, wówczas następuje pompowanie airbagu. Takie rozwiązanie pomaga zmniejszyć obrażenia motocyklisty przy zderzeniu czołowym, bo jakby nie patrzeć, prawie czterysta kilogramów masy mówi za siebie. Podczas spotkania GW z samochodem osobowym, zarówno jeden, jak i drugi pojazd ulegnie znacznemu uszkodzeniu. Oczywiście, w zależności od prędkości z jaką poruszają się oba pojazdy.
No, ale my motocykliści nie lubimy takich sytuacji, dlatego często nasza uwaga jest bardziej skupiona na torze jazdy, aniżeli kierowcy samochodu, który często, albo rozmawia przez telefon, albo jest rozkojarzony i często nie widzi zbliżającego się motocykla. Bolesna prawda jest taka, że większość samochodziarzy czuje się silniejsza wobec cyklisty i ma nas gdzieś. Wracając do Gold Winga trzeba przyznać, że jego właściciel musi wykazać się tężyzną fizyczną i dysponować siłą w nogach, rękach i jeszcze mieć poukładane w głowie. Środowiskiem naturalny, w którym żyje GW jest tylko i wyłącznie asfalt. Kilkusetkilometrowe odcinki dróg są dla niego żywiołem, a dla nas przyjemnością. Wygodne kanapy zapewniają komfort zarówno kierowcy, jak i pasażerowi. Do udźwigu nas i masy pojazdu służy niezawodny, sześciocylindrowy silnik benzynowy o pojemności 1,8 litra z wtryskiem paliwa. Jednostka napędowa z pomocą pięciostopniowej skrzyni biegów przenosi napęd na koło tylne poprzez wał.
Skuteczne wyhamowanie pędzącej masy gwarantuje podwójnie sprzężony układ hamulcowy (DCBS) oraz system ABS. Udogodnieniami dla kierowcy i pasażera w podróży są nie tylko system nawigacji z monitorem zamontowanym powyżej zbiornika paliwa, ale także instalacja komunikacji intercom. Za dostarczenie muzycznych emocji odpowiada system audio wysyłający dźwięki z głośników przedniej owiewki oraz głośników umieszczonych w podłokietnikach tylnego siedziska. Udogodnieniem na długie trasy oprócz wspomnianych gadżetów jest tempomat. Sumując, Gold Wing jest niczym mały samochód, ale na dwóch kołach. Na jego wyposażeniu znajduje się mnóstwo elementów spotykanych właśnie w autach.